- Katie!? Justin?! Co ty tu robisz zdrajco?! Taaatooo! - Cody pobiegł po tate. - Maaamooo! - i mame.
- O ja piernicze... Mam przerąbane... - JB nic nie powiedział tylko ubrał koszulke, usiadł koło mnie, położył mi książkę na kolanach i przytulił mnie.
- Co... Co on tu robi?!?! - krzyczała mama.
- Czego chcesz ty zaje***y łamaczu serc!?
- Tato, daj mu spokój. On już mi tak nie zrobi. Wybaczyłam mu.
- Cody, do swojego pokoju! - wrzasnął tata. - A ty posłuchaj. Ja tu go nie będe tolerował. Więc albo my, albo on i się wyprowadzasz. - powiedział przez zęby.
- Przesadzasz... - powiedziała mama do taty. - Uspokój się...
- Nie! Cicho! Czekam na odpowiedź!
- Jak tak stawiasz sprawę. To wybieram Justina... - mama wybuchnęła płaczem.
- Masz dwa dni... - tata i wyszedł trzaskając drzwiami i zabierając mame.
- Justin...? - powiedziałam pytająco.
- Jasne, że tak... Mamy w cholere wolnego miejsca w domu... Nie płacz... - przytulił mnie do siebie mocniej. Zaczęliśmy mnie pakować. W tym czasie JB zadzwonił do swojej mamy, która się od razu zgodziła. Wieczorem, wszystko miałam spakowane. Podjechała limuzynka Justina, zapakowaliśmy rzeczy i pojechaliśmy. Widziałam tylko mame pod domem płaczącą, tate który kręcił głową i Codiego skaczącego. Bachor... A niech spieprza. Jeszcze mnie mu zabraknie. Podjechaliśmy do domu Justina. Nie wierzę... Jeszcze wczoraj go nienawidziłam, a dziś z nim mieszkam.
- Witaj Kati! - przywitała mnie uściskiem mama Justina. - Pomogę ci. Wzięła moje wszystkie rzeczy do łazienki. Justin wziął moją garderobę, a ja wzięłam inne takie pierdołki. Pattie (mama JB) poszła robić kolację. A ja i JB rozpakowywaliśmy mnie. Zajęło nam to półtorej godziny. Zeszliśmy na kolację, Justin usiadł przy stole. A ja i Pattie przyniosłyśmy na stół talerzyki z jajecznicą, herbatkę, dodatki do jajecznicy, chlebek i cukier do herbaty.
- A ty co, nie pomożesz nam?? - zapytała Pattie obładowana rzeczami na stół. Ja byłam w podobnej sytuacji.
- A tam, nie trzeba. Mam dwie najważniejsze dla mnie kobiety w domu i to mi wystarczy. - posłał nam słodki uśmiech.
- Nie myśl, że ci to pójdzie płazem. - powiedziała Pattie. - Później będziemy oglądać twoje zdjęcia z dzieciństwa i będę Kati opowiadać śmieszne historyjki, gdy byłeś mały.
- Nieee... Kati tego nie chce. - spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
- Nie. Ja z chęcią posłucham i zobaczę zdjęcia z twojego dzieciństwa. - posłałam Justinowi rozbawiony wyraz twarzy.
- Ehhh... Te baby.
- Justin, nie popisuj się. - Pattie. - On tak zawsze. Gdy tylko zaprasza dziewczyne, która mu się podoba na obiad, kolacje czy cos takiego, to zawsze się tak popisuje.
- Rozumiem. Chłopacy tacy są i koniec. Nie wybijemy im tego z głowy...
- Mam nadzieję, że nie nabroicie mi w nocy. - zaśmiała się Pattie.
- Nie, napewno nie.
- Ja nic nie obiecuję. - powiedział chytrze JB.
- Pattie, mogę spać z tobą?
- No jasne. Haha.
- Ha. - powiedziałam do Justina na co Pattie wybuchnęła śmiechem.
- Justin, jeśli jeszcze raz coś takiego jak kiedyś zrobisz Kati. To dostaniesz szlaban na gwiazdorstwo przez rok i parę innych szlabanów na dłuższy czas.
- Yyy...
- Bardzo ją polubiłam.
- Ja panią też.
- Nie mów do mnie ,,pani''. Mów mi Pattie.
- A ja nie mogę! No i gdzie tu sprawidliwość?! - fochował się JB.
- Tu. - podeszłąm do Bibiego i dałam mu buziaka w policzek.
- Tylko tyleee...??? - zapytał oburzony.
- Reszta w nocy. - zaśmiała się Pattie.
- Przecież śpie z panią... Z tobą Pattie.
- A no tak.
Justin zabrał się za jedzenie, nawet się na nas nie patrzył. Jeju... Ale on dużo je. Hah. Może troche urośnie, bo jestem od niego wyższa o 1 cm. Hehe:D
- Tak na serio śpisz ze mną? Bo nie wiem czy przygotować kolejne poduszki. - szepnęła do mnie Pattie.
- Nie. - odszepnęłam. - Chciałam się tylko z Justinem drażnić.
- Dobra, ale jakby co, to wiesz gdzie mam pokój.
- Dobrze. - puściła mi oczko.
- O czym szeptacie? - JB właśnie skończył jeść.
- O tobie jaki BYŁEŚ słodki, gdy się uczyłeś chodzić. - Pattie dała nacisk na słowo ,,byłeś''.
- A teraz nie jestem?? - zapytał obruszony JB.
- Jak dla mnie zawsze będziesz małym słodkim Justinkiem. - powiedziała Pattie, a ja dusiłam się ze śmiechu, na co dostałam zielonym groszkiem w głowe. Natychamist się uspokoiłam, bo myślałam, że to Pattie.
- HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAH!!! - wybuchnął śmiechem Justin widząc moją mine. Ja i Pattie zaczęłyśmy w niego rzucać groszkiem, ten nie miał się czym bronić, bo prosił sałatke zamiast groszku. Śmiał się jak nienormalne dziecko, miał mutacje, więc to fajnie brzmiało. Ja i Pattie miałyśmy z niego taką podjare, że myślałam, że z krzesła spadniemy.
- Dobr, dobra. Spokój. - powiedziała w miare opanowana Pattie. - Trzeba teraz posprzątać. - Justinowi mina zrzedła.
- Muszę iść do toalety. - JB.
- Nie tak szybko. - Pattie. - Nigdzie nie pójdziesz dopóki nie posprzątasz. Ja już znam twoje triki.
- Ale ja musze... Strasznie... - jęczał Justin. Aropo, jakie to śliczne imie:*
- To cie zmotywuje to szybszego sprzątania.
- Ale...
- Justin nie marudź!
- Dobrze mamoo...
Zaczęliśmy sprzątać. Nieźle było, jak Justin wycierał podłoge zaczął mnie gonić z mopem. Jak zdążyłam wykręcić, a on nie bo był w samych skarpetkach na mokrej podłodze i wleciał w kibel.
- Apropo. - zamknął drzwi i skorzystał. My przerwałyśmy prace, nie będziemy pracować gdy on się obija. Siedział już tam 5 minut. Wzięłyśmy zapasowy klucz i otworzyłyśmy, Justin siedział i słuchał muzyki w kabinie od prysznica. Było tam sucho. Miał zamknięte oczy, jak się okazało - spał. Wyjęłyśmy mu z uszu słuchawki, wzięłyśmy iPoda i puściłyśmy lodowatą wode prosto na niego. Wyskoczył z kabiny jak by go fanki dopadły.
- HAAHAHAHAHAHAHAAHAAH!!! - wpadłyśmy z Pattie w niekontrolowany śmiech, w tym czasie Justin wrzucił mnie i Pattie pod wode. - Ejjj!!! - krzyknęłyśmy równo, teraz to on dostał napadu śmiechawki.
- Ok! Haha. Ej! Haaha. Spokój! - krzyczała Pattie przez śmiech. - Idźcie się przebrać i wracajcie mi pomóc.
- Dobrzeee... - powiedzieliśmy równo z JB. Weszliśmy na góre. - To może wejdziesz ze mną pod prysznic...
- Chłopaki mają same zboczone myśli... - prychnęłam i poszłam do swojego pokoju. Wzięłam szybki prysznic, zawinęłam włosy w ręcznik i ubrałam bokserke, dresy do kolan, pantofle no i wiadomo bielizne. Włosy mi już troche wyschły, więc zawiesiłam ręcznik na kaloryferze żeby wysechł, włosy miałam jeszcze troche mokre, ale to nic. Rozczesałam je i poszłam na dół. Justin był bez koszulki w jakiś dresach i pantoflach. Pattie była podobna do mnie, włosy też mokre, rozczesane, tyle że inny kolor ciuchów i ona miała krótki rękawek. Dokończyliśmy sprzątać w miare spokojnie, ponieważ Pattie wzięła się w garść i nas uspokajała.
- Dobra dzieciaki, na kolacje zamówimy pizze, tylko nie ważcie mi się rzucać jej składnikami... Albo samą pizzą.
- Ooo... - JB.
- Nie ooo... Nie chce mi sie później wyczesywać z włosów pepperoni. - ja.
- Kati ma racje, ja też nie mam zamiaru tego robić. A tobie nie pozwole, bo bym straciła połowe włosów. - Pattie.
- Nie da się mieszkać z babami...
- Nie popisuj się! - ja i Pattie. - Hahaah...
Gdy skończyliśmy rechotać, ja poszłam wysuszyć sobie włosy, Justin chyba też i ubrać koszulke, bo Pattie mu kazała. Pattie zamawiała pizze, powiedziała, że to będzie niespodzianka. Wysuszyłam włosy i chciałam iść na dół do Pattie, w drodze bawiłam się komórką, nagle wpadłam na Justina, on też się bawił komórką i mnie nie zauważył.
- Yyy...
- Yyy...
- Hahahahahahahahahahahaha! - my razem. Jak się uspokoiliśmy to próbowaliśmy wstać, mi się to udało bez oporów, ale JB marudził, że go głowa boli i go musiałam pocałować w łebekXD. Zeszliśmy na dół.
- Otwórzcie dostawcy i zapłaćcie mu, bo ja ide głowe wysuszyć. Kati, dopilnuj żeby Justin nie otwierał pizzy zanim zejde.
- Ok.
- Ooo...
- To niespodzianka. - ja.
- Czemu baby mają tą swoją solidarność?! To czyste chamstwo.
- Po pierwsze... - zaczęłam. - Chłopaki też mają swoją solidarność i jakoś na to nie narzekamy, przynajmniej w większości. Po drugie, jeśli jeszcze raz nas nazwiesz baby, to już nie będzie tak miło. - powiedziałam przez zęby, tak, że chyba nawet Pattie sie przestraszyła. Gdy zobaczyłam ich miny wybuchnęłam śmiechem, Pattie do mnie dołączyła, a JB stał zdezorientowany.
- Dobra, dość tych śmiechów, Justin, zawsze słuchaj Kati podczas mojej nieobeności... Kati, nie strasz nas... - to ostatnie wypowiedziała z udawanym błaganiem i znów się zaśmialiśmy. JB znów nic nie rozumiał. On jakiś niedorobiony jest czy co? XD.
Ej słuchajcie. Nie chce mi się kończyć tego bloga. Znacyz nie chce mi się pisać zakończenia. Powiem krótko:
1. Katie zostanie zgwałcona na imprezie.
2. Przez to się powiesi.
3. Justin tego nie bdzie mógł znieść.
4. Będzie u psychologa.
5.I będzie później normalnie żył w związku z Seleną, która jest zajebiście podobna do Katie.
KONIEC! Narciaaaaa:D.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz