Gadałyśmy tak ze 2 godziny. Nastała 20. Nasze plotkowanie przerwało ciche postukiwanie czymś małym w moje okno, prawdopodobnie były to małe kamyczki. Wymieniłyśmy się z dziewczynami przestraszonymi spojrzeniami. Uchyliłam zasłonę, pod moim oknem była znajoma mi sylwetka. Otworzyłam okno i krzyknęłam.
- Czego chcesz?! - wrzasnęłam do Bimberka.
- Wpuścisz mnie? - krzyknął szpetem.
- Nie. - powiedziałam szybko.
- Chcę cie przeprosić.
- I przeprosiłeś, ja to odrzuciłam i nara. - miałam zamykać okno kiedy...
- No proszę wpuść mnie!
- Wpuść go, my i tak idziemy. - powiedziały baby.
- Nieee... - miauknęłam.
- Musimy jest późno.
- Odprowadze was. - zaproponowałam.
- Nie trzeba. Patrz mój tata nas podwiezie. Papatki. - wyściskałam się z nimi i powróciłam do okna.
- No i po co tu jeszcze jesteś? - powiedziałam sucho.
- Będe tu siedziała dopóki mnie nie wpuścisz! - powiedział podniesionym tonem.
- No to powodzenia! - zamknęłam okno, wykonałam wieczorne czynności i poszłam spać.
Obudziłam się wyspana. Na szczęście, ehhh... Przypomniała mi się akcja z Bieberem. Popatrzyłam przez okno, a tam nie ma go. Wiedziałam. Mmm... Sobota. Poszłam do łazienki, skorzystałam z kibelka, wzięłam prysznic i poszłam w ręczniku po ciuchy. Wzięłam rurki, koszulkę z różową panterą i na to marynareczkę w kolorze szarym. Poszłam na dół. Rodziców nie było, ale znalazłam karteczkę na stole ,,Jesteśmy w sklepie. Będziemy około południa. Cody jest z nami. Mama i tata:* '' Z tyłu koślawym pismem było napisane ,,To ja Cody. Sorki za wczoraj. Pa czrownico:)'' Uśmiechnęłam się po przeczytaniu. Włączyłam jakiś program muzyczny i zrobiłam sobie kanapki z chipsami. Do tego cola zmieszana z sokiem pomarańczowym. Wyobrażacie sobie to jako obrzydlistwo, ale w rzeczywistości jest OK. Dobra jakość gawarntowana i testowana w rzeczywistości przeze mnie:D. Zjadłam słuchając muzy. Pozmywałam i postanowiłam, że pójdę na spacer. Ubrałam balerinki i wyszłam. Poszłam jeszcze powąchać kwiatuszki w ogrodzie, patrzę a tam Justin śpi na huśtawce. Ale on słodki gdy śpi... Kurde Katie! Co ty wygadujesz! Trzeba go obudzić... Chwila! Mam pomysł! Przyniosłam szklankę z zimną wodą, podeszłam do niego i CHLUP!
- Aaa! - krzyknął JB. - Ale zimno...
- No popatrz... - powiedziałam z ironią.
- Mówiłem, że będe tu czekał dłuuugi czaaasss... Dobrze wiesz, że ja nie odpuszczę.
- Lepiej sobie daruj. I tak nic nie zdziałasz!
- Widzę to. Ty chcesz być ze mną, ale boisz się, że cię zdradze... - powiedział spokojnie.
- Nie! Ty nic o mnie nie wiesz! Daruj sobie! - wydarłam się na niego. Już miałam iść, ale coś mi kazało zostać. Może to widok mokrego, zmarzniętego nastolatka, ale ja tam nie wiem. Zmarzniętego, bo była wiosna a rano było jeszcze chłodno. Była godzina 9:30. - Wiesz... Chyba masz rację... - powiedziałam nieśmiało. Boshe. Co ja robię?! Przyznaję racje rozpieszczonej gwiazdce?! OMG...
- Nomm...
- Przepraszam...
- Spoko...
- Chcesz gorącej herbaty?
- No, a mógłbym?
- Pewnie. Chodź. - wzięłam za ręke Justina i zaprowadziłam go do łazienki. Zdjął bluze i bluzke, bo tylko to miał mokre i zawiesił ją na grzejniku. Zapomniałam, że cały czas mu mieszam herbate, bo zagapiłam się w jego klate. Wow... Gdy Justin to zobaczył, tylko się zaśmiał pod nosem. Ocknęłam się, obróciłam się do niego tyłem i wróciłam do przerwanego zajęcia. Nagle ktoś mnie od tyłu objął. Tak to był JB bez koszulki.
- Przepraszam... Nie powinienem był tego robić... - szeptał mi do ucha. - Wybaczysz mi kiedyś? - zapytał nadal szeptem. Obrócił mnie tak, że moja twarz była od niego oddalona o jakieś 2 cm.
- Za późno... - szepnęłam i zobaczyłam lekkie zawiedzienie na jego twarzy. - Już to zrobiłam. - uśmiech znowu zagościł na jego ślicznej twarzy. Nie pocałował mnie, na szczęście. Chyba wiedział, że tego nie chcę. - Chcesz moją bluzę? - zapytałam, przerywając cisze.
- Nie trzeba.
- Tu masz herbatę. - powiedziałam i poszłam do łazienki. Oparłam się o ściane i po niej zjechałam w dół. - Co ja robie... Tata mnie zabije... - szeptałam sama do siebie. Wyszłam z łazienki. W salonie siedział JB, próbował znaleźć coś ciekawego w TV. - Czego szukasz?
- Masz tu gdzieś Cartoon Network?? - zapytał całkiem poważnie. Wybuchnęłam śmiechem. - No co?
- Haha... Kanał 237.
- Skąd wiesz?? Może ty też oglądasz?? - zapytał podejrzliwie.
- Nie... Tylko jak brat chce mnie zwalić z TV to zamiast nazwy mówi numerek kanału. Więc już się nauczyłam mniej więcej. - pokazałam mu moje całe uzębienie. Usiadłam obok niego, objął mne ręką w pasie. Nie zareagowałam, lecz czułam, że czeka na moją reakcje. Po chwili obrócił się w stronę TV.
- Która godzina?
- Mmm... 13. A co? - JB.
- Zaraz moi rodzice wrócą. Bierz ciuchy i biegiem do mojego pokoju. - bez słowa zrobił to co kazałam. Poszłam do pokoju. JB siedział na łóżku nadal bez koszulki.
- Mmm... Nie ubrałeś się jeszcze??
- Ciuchy są jeszcze mokre.
- Yy. Moja mama idzie.
- Skąd wiesz...?
- Słyszę jak zmierza na schody. Pod łóżko.
- A może by tak ,,prosze''?
- Później ci to wynagrodze. Biegiem. - wzięłam i wrzuciłam do Justina pod łóżko jego rzeczy. ,,Puk, puk''.
- Proszę. - zdążyłam otworzyć jakąś książkę i usiąść na łóżku. Gdy rzuciłam się na łóżko usłyszałam cichy jęk Justina. XD To aż taka ciężka jestem??XD
- Cześć córciu. Jak tam dzień??
- Mmm... Spoko.
- Co robiłaś??
- Obudziłam się, łazienka, zrobiłam sobie śanianie, poszłam na spacer, wróciłam się i zabrałam się za czytanie jakiejś książki. - posłałam jej ciepły uśmiech.
- Aha, to fajnie, że nie siedziałaś w domu cały dzień. Za godzine obiad. Zawołam cię.
- Dobrze.
- Pa.
- Mhm... - powiedziałam - Justin wyłaź. - krzyknęłam szeptem.
- To ze mnie zejdź. Nie ważysz 3 gramów.
- Sorki... - powiedziałam, gdy Justin wygramolił się spod łóżka. - Ubieraj się i wyłaź przez okno.
- Nie moge zostać...? - zrobił mine Puszka ze Shreka.
- Nie. Mam niebezpieczeństwo, że brat wejdzie do pokoju.
- Nie może cie kryć? - zapytał wysokim głosikiem.
- O prosze cie... Nie żartuj w takiej poważnej chwili.
- Hahahaha! - wybuchnął basem.
- Justin, ty przechodzisz mutacje! Hahahaha...!
- No i??
- Będe miała się z czego, albo raczej z kogo naśmiewać.
- Taaakkk?? - przeciągnął to słowo jakby miał jakiś plan. Przytulił mnie od tyłu i zaczął całować po szyi. Nie powiem, że było źle... Było superXDDD.
- Justin... Co ty robisz...? - powiedziałam dziwnym głosem. Takim... Romantycznym... BUHAHAHAHAHAH! XDXDXD! HAHAHAHAHAHXD! Dobra, ogarXD.
- A jak myślisz? Powiedziałaś, że mi wynagrodzisz...- powiedział podobnym głosem.
- No nie wiem... - dalej ten sam głos. Delikatnie położył mnie na łóżko i...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz