Rano obudził mnie mój ukochany znienawidzony budzik z komórki melodyjką ,,One Time'' Justina. Wstałam, wzięłam ciuchy do szkoły, umyłam się i włosy, wysuszyłam włosy, ubrałam się i zeszłam na dół na śniadanie.
- Cześć mamo, cześć tato!
- Cześć córciu. - odpowiedzieli równo.
- A ja to co? - zapytał oburzony Cody.
- A ty to żaba!
- Ejjjj!!!!
- Dobra już nie drzyj mordy, cześć żabo.
- Cześć czarownico.
- Co na śniadanie?? - zapytałam wielce głodna.
- Jajecznica. - podała mi mama śniadanie z uśmiechem.
- Dzięki.
Zjadłam, ubrałam na siebie trampki i wyszłam do szkoły. Po drodze spotkałam nikogo innego jak Justina. Ale zaraz, zaraz... Co on robi?! Justin całuje jakąś barbie z naszej szkoły... O nie! To Ashley! Taka jedna krowa z naszej sq o której zapomniałam napisać.
- J... Jus... Justin... Ty zajebany skurwysynu!!! Jak mogłeś! - krzyknęłam na niego przez łzy, obiegłam nich i skierowałam się do sq.
- KATIE! TO NIE TAK JAK MYŚLISZ! - usłyszałam tylko za sobą. Nie stać go na coś więcej? Idiota... Wbiegłam do szkoły i od razu pobiegłam do klasy, usiadłam w ostatniej ławce i przez reszte lekcji sie do nikogo nie odzywałam, tylko wytłumaczyłam sytuacje przyjaciółkom i że musze to sama przemyśleć, a one jak to dobre przyjaciółki zrobiły mi kazanie i łaziły za mną przez cały dzień i plotkowały. Po sq pobiegłam do domu, rzuciłam sie na łóżko i zaczełam go wyklinać. Nawet nie zauważyłam, kiedy usnęłam... Śniły mi się zdjęcia Justina; te miłe i te wredne. Obudziłam się. Cały pokój był zasypany bratkami i były w nim bukieciki; bratki, różowe róże lub pierwiosnki. Skąd kurde ktoś wytrzasnął o tej porze roku pierwiosnki?! Nagle obok mnie wysunął się jakby spod łóżka Justin, klęczał.
- Katie... Czy kiedyś mi to wybaczysz?
- Nie! - krzyknęłam.
- Cz... Czemu?
- Nie obchodzi mnie, że jesteś gwiazdą! W dupie to mam! Jesteś uroczy i słodki, ale tylko przed kamerami! Naprawde jesteś pieprzonym chamem i masz serce jak z lodu! Wynocha!
- Nie odejde dopóki mi nie wybaczysz... - powiedział lekko zdenerwowany.
- No to spędzisz tu reszte życia!
- Ok. Byle blisko ciebie... - próbował rozładować atmosfere.
- Wypieprzaj stąd! Już!
- Nie. Nie odejde, dopóki mi nie wybaczysz!
- Co tu się dzieje?! - wszedł mój wybawiciel, czyli tata.
- Tato... Weź go stąd... Błagam...
- Co zrobiłeś mojej córce gadzie?! - tata podniósł Justina za koszulke.
- Po prostu go stąd weź... - powiedziałam przez łzy.
- Wynocha! - tata zaciągnął Justina... Bimbera za drzwi. - I jeśli jeszcze raz cię tu zobacze to pożałujesz! - krzyczał tata z dołu. - Jak się czujesz Kati...? - powiedział z troską, gdy wrócił.
- Wolałabym zostać sama...
- Dobrze. Jakbyś czegoś potrzebowała to masz mnie i mame... Na Codiego nie masz co liczyć. - tata doprowadził mnie do delikatnego uśmiechu.
- Dziękuje... - szepnęłam i usnęłam sobie. Śnił mi się Justin całujący się z tą barbie... Obudził mnie mój kochany budzik w komróce... ,,One time''?! Już dawno to powinnam zmienić. Szybko zmieniłam budzik na ,, Never gonna be alone'' Nickelback'a i powlekłam się na dół.
- Katie! Co ci się stało?! - krzyknęłam przerażona mama. - Jesteś blada jak duch! Co się stało?!
- To przez Justina... - powiedział za mnie mój wybawiciel (nadal tata).
- Nie idziesz dziś do szkoły. Jesteś chora... - powiedziała mama.
- Chyba psychicznie... - mruknęłam sama do siebie.
- To jest możliwe... - powiedziałam znów mama.
- Czarownico! Staciłaś swoją moc?! Haha! Nie jestem już żabą! - powiedział uradowany Cody.
- Cody! Zostaw siostrę! - krzyknął tata. - Jest załamana, a ty dziś na śniadanie dostajesz płatki kukurydziane.
- Ooo...
- Marsz do pokoju się ubrać i ogarnąć. - powiedział stanowczo tata. - Chcesz śniadanie Kati? - powiedział opiekuńczo mój wybawiciel.
- Nie... Ide jeszcze spać...
- Dobrze... Ja zostaje dziś w domu... - powiedziała mama.
Zrobiłam to co mówiłam; poszłam spać...
Po obudzeniu nic nie czułam. Moje wszystkie emocje wyparowały; miłość do rodziców, rodziny, przyjaciółek, nienawiść do brata, wściekłość i ból po Justinie, wściekłość na Liliane... Po prostu nie czułam żadnych emocji. Dziwne uczucie, ale dobre dla mnie w tej chwili. Nie musiałam po nim płakać. I szczerze, nawet nie chce mi się go wyklinać ani nic na niego mówić. Po prostu moja bajka związana z nim skończyła się. To koniec! Dobra, trzeba żyć dalej. OMG czy ja zaczynam to opłakiwać?! NIE! Która godzina...?Hmmm... 14:00. Za pół godziny moja klasa kończy lekcje. Trzeba się jakoś ogarnąć i zaprosić dziewczyny żeby mi dały lekcje. No więc tak. Poszłam do kibelka (wiadomo po co), wzięłam szybki i orzeźwiający prysznic, umyłam włosy, wysuszyłam włosy, umyłam zęby, ubrałam na siebie rurki po domu i koszulke z Myszką Miki. Makijaż czy bez... Makijaż czy bez... Ah! Dupa mnie makijaż! Po cholere mi on skoro (chyba) dzisiaj nigdzie nie ide. Zeszłam na dół. Mama siedziała w kuchni, piła kawe i czytała gazete.
- Cześć mamo.
- Cześć córciu. Jak się czujesz? - zapytała opiekuńczo.
- Sama nie wiem. Nic nie czuje, ale nie ważne. Zgaduje, że tata w pracy, a gdzie Cody??
- U kolegi. Nie chciałam żeby ci przeszkadzał... Chcesz coś zjeść??
- Nie. Albo... Tak, zrobie sobie płatki z mlekiem.
- Jak chcesz to ja moge ci zrobić...
- Nie. Nic mi nie jest. Wczoraj ani dziś nic się nie stało. To wszystko minęło. Albo nawet tego nie było.
- Jak wolisz... Słuchaj jak pójde po Codiego to popilnujesz obiadu?
- Ok.
- Aha. Jeszcze jedno. Jak pójde po Codiego to zostane tam z pół godzinki. Jak tata wróci to po mnie zadzwoń, ok? I jakby się coś działo, to też po mnie dzwoń.
- Ok. Mogę zjeść płatki przed TV??
- Możesz.
- Dzięki.
Zaczęłam pochłaniać, mimo że nie byłam głodna. Ale nie! Nie mogę się zagłodzić. Zjadłam moje płatki i poszłam zadzwonić po dziewczyny. Nawet nie pytałam mamy. I tak by mi pozwoliła przez moją sytuację.
- Halo? - odebrała Kornelia.
- Cześć skończyłyście lekcje??
- Tak, a co?
- Jesteś jeszcze z Caroline?
- Tak. Czemu cie w szkole nie było?
- Później wam powiem. Wbijacie do mnie dać mi lekcje??
- Ohhh... Myślałam, że na impre. Ale ok. Zaraz będziemy. Pa.
- No nara.
- Mamo. Za chwile do mnie przyjdą Koreczek (Kornelia) i Lolcia (Caroline) dać mi lekcje.
- Zgoda.
- A kiedy idziesz po Codiego?
- Za jakieś 2 godziny.
- Aha. Ok. Idę do siebie.
- Dobrze, pa.
Weszłam na twita, oto opis Justina ,,Smutek i rozczarowanie... Błagam wybacz mi'' Aha... - oto była moja odpowiedź w myślach. Nie będe ustawiała opisu. Bo po co? Weszłam na FB, tam JB ma ten sam opis. To mu nic nie da. Weszłam na NK. O! 2 nowe wiadomości! Hmmm... Zaproszenie do gry i ... zaprosznie do znajomych.. Ale kto to jest KiDrAuHl1394. Chwila... Data urodzenia JB :1.3.94r. Kurde i jeszcze to jego nazwa. To on... A co mi tam. Akceptuj. KiDrAuHl1394 dostępny. Nie mam ochoty z nim gadać. Wylogowałam się i zobaczyłam na mojego ulubionego bloga o rybach... Hmmm... Co tu się nowego działo... Nowa akcja przeciw łowieniu ryb... Hmmm... Dołącz do akcji... Co jeszcze...3 nowi użytkownicy: ZłotaRybciaaA123, BańkaBańkaLOL i kufa! KiDrAuHl1394. No ja piernicze! Ciekawe kto się dołączył do mojej akcji ,,Ratujmy rybki!'' Chodzi w niej o to, żeby mniej było zanieczyszczeń w wodzie. O! 5 nowych użytkowników... Bojowniczek001, Złotka71, HankaRybolek1, TwojaŻaróweczkaNR1 i ja piernicze KiDrAuHl1394. Dobra. Spoko. Przynajmniej uratujemy więcej rybek. Nie? Ding, dong! z zamyśleń obudził mnie dźwięk dzwonka. To zapewne dziewczyny... Tak to były one. Błagam żby tylko mnie nie zaczęły pocieszać. Brrr...
- Siemka! - krzyknęła jak zawsze uradowana Koreczek XD.
- Cześć. - krzyknęłam już troche spokojniej Lolcia.
- Cześć baby. Chodźmy do pokoju. - powiedziałam prosto. Kurde, dziwne jest niewyrażanie uczuć.... To takie nowe uczucie jak dla mnie... Dziewczyny dały mi lekcje i zaczęłyśmy gadać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz