czwartek, 26 stycznia 2012

5. Zdrada...

  Rano obudził mnie mój ukochany znienawidzony budzik z komórki melodyjką ,,One Time'' Justina. Wstałam, wzięłam ciuchy do szkoły, umyłam się i włosy, wysuszyłam włosy, ubrałam się i zeszłam na dół na śniadanie.
 - Cześć mamo, cześć tato!
 - Cześć córciu. - odpowiedzieli równo.
 - A ja to co? - zapytał oburzony Cody.
 - A ty to żaba!
 - Ejjjj!!!!
 - Dobra już nie drzyj mordy, cześć żabo.
 - Cześć czarownico.
 - Co na śniadanie?? - zapytałam wielce głodna.
 - Jajecznica. - podała mi mama śniadanie z uśmiechem.
 - Dzięki.
   Zjadłam, ubrałam na siebie trampki i wyszłam do szkoły. Po drodze spotkałam nikogo innego jak Justina. Ale zaraz, zaraz... Co on robi?! Justin całuje jakąś barbie z naszej szkoły... O nie! To Ashley! Taka jedna krowa z naszej sq o której zapomniałam napisać.
 - J... Jus... Justin... Ty zajebany skurwysynu!!! Jak mogłeś! - krzyknęłam na niego przez łzy, obiegłam nich i skierowałam się do sq.
 - KATIE! TO NIE TAK JAK MYŚLISZ! - usłyszałam tylko za sobą. Nie stać go na coś więcej? Idiota... Wbiegłam do szkoły i od razu pobiegłam do klasy, usiadłam w ostatniej ławce i przez reszte lekcji sie do nikogo nie odzywałam, tylko wytłumaczyłam sytuacje przyjaciółkom i że musze to sama przemyśleć, a one jak to dobre przyjaciółki zrobiły mi kazanie i łaziły za mną przez cały dzień i plotkowały. Po sq pobiegłam do domu, rzuciłam sie na łóżko i zaczełam go wyklinać. Nawet nie zauważyłam, kiedy usnęłam... Śniły mi się zdjęcia Justina; te miłe i te wredne. Obudziłam się. Cały pokój był zasypany bratkami i były w nim bukieciki; bratki, różowe róże lub pierwiosnki. Skąd kurde ktoś wytrzasnął o tej porze roku pierwiosnki?! Nagle obok mnie wysunął się jakby spod łóżka Justin, klęczał.
 - Katie... Czy kiedyś mi to wybaczysz?
 - Nie! - krzyknęłam.
 - Cz... Czemu?
 - Nie obchodzi mnie, że jesteś gwiazdą! W dupie to mam! Jesteś uroczy i słodki, ale tylko przed kamerami! Naprawde jesteś pieprzonym chamem i masz serce jak z lodu! Wynocha!
 - Nie odejde dopóki mi nie wybaczysz... - powiedział lekko zdenerwowany.
 - No to spędzisz tu reszte życia!
 - Ok. Byle blisko ciebie... - próbował rozładować atmosfere.
 - Wypieprzaj stąd! Już!
 - Nie. Nie odejde, dopóki mi nie wybaczysz!
 - Co tu się dzieje?! - wszedł mój wybawiciel, czyli tata.
 - Tato... Weź go stąd... Błagam...
 - Co zrobiłeś mojej córce gadzie?! - tata podniósł Justina za koszulke.
 - Po prostu go stąd weź... - powiedziałam przez łzy.
 - Wynocha! - tata zaciągnął Justina... Bimbera za drzwi. - I jeśli jeszcze raz cię tu zobacze to pożałujesz! - krzyczał tata z dołu. - Jak się czujesz Kati...? - powiedział z troską, gdy wrócił.
 - Wolałabym zostać sama...
 - Dobrze. Jakbyś czegoś potrzebowała to masz mnie i mame... Na Codiego nie masz co liczyć. - tata doprowadził mnie do delikatnego uśmiechu.
 - Dziękuje... - szepnęłam i usnęłam sobie. Śnił mi się Justin całujący się z tą barbie... Obudził mnie mój kochany budzik w komróce... ,,One time''?! Już dawno to powinnam zmienić. Szybko zmieniłam budzik na  ,, Never gonna be alone'' Nickelback'a i powlekłam się na dół.
 - Katie! Co ci się stało?! - krzyknęłam przerażona mama. - Jesteś blada jak duch! Co się stało?!
 - To przez Justina... - powiedział za mnie mój wybawiciel (nadal tata).
 - Nie idziesz dziś do szkoły. Jesteś chora... - powiedziała mama.
 - Chyba psychicznie... - mruknęłam sama do siebie.
 - To jest możliwe... - powiedziałam znów mama.
 - Czarownico! Staciłaś swoją moc?! Haha! Nie jestem już żabą! - powiedział uradowany Cody.
 - Cody! Zostaw siostrę! - krzyknął tata. - Jest załamana, a ty dziś na śniadanie dostajesz płatki kukurydziane.
 - Ooo...
 - Marsz do pokoju się ubrać i ogarnąć. - powiedział stanowczo tata. - Chcesz śniadanie Kati? - powiedział opiekuńczo mój wybawiciel.
 - Nie... Ide jeszcze spać...
 - Dobrze... Ja zostaje dziś w domu... - powiedziała mama.
   Zrobiłam to co mówiłam; poszłam spać...
   Po obudzeniu nic nie czułam. Moje wszystkie emocje wyparowały; miłość do rodziców, rodziny, przyjaciółek, nienawiść do brata, wściekłość i ból po Justinie, wściekłość na Liliane... Po prostu nie czułam żadnych emocji. Dziwne uczucie, ale dobre dla mnie w tej chwili. Nie musiałam po nim płakać. I szczerze, nawet nie chce mi się go wyklinać ani nic na niego mówić. Po prostu moja bajka związana z nim skończyła się. To koniec! Dobra, trzeba żyć dalej. OMG czy ja zaczynam to opłakiwać?! NIE! Która godzina...?Hmmm... 14:00. Za pół godziny moja klasa kończy lekcje. Trzeba się jakoś ogarnąć i zaprosić dziewczyny żeby mi dały lekcje. No więc tak. Poszłam do kibelka (wiadomo po co), wzięłam szybki i orzeźwiający prysznic, umyłam włosy, wysuszyłam włosy, umyłam zęby, ubrałam na siebie rurki po domu i koszulke z Myszką Miki. Makijaż czy bez... Makijaż czy bez... Ah! Dupa mnie makijaż! Po cholere mi on skoro (chyba) dzisiaj nigdzie nie ide. Zeszłam na dół. Mama siedziała w kuchni, piła kawe i czytała gazete.
 - Cześć mamo.
 - Cześć córciu. Jak się czujesz? - zapytała opiekuńczo.
 - Sama nie wiem. Nic nie czuje, ale nie ważne. Zgaduje, że tata w pracy, a gdzie Cody??
 - U kolegi. Nie chciałam żeby ci przeszkadzał... Chcesz coś zjeść??
 - Nie. Albo... Tak, zrobie sobie płatki z mlekiem.
 - Jak chcesz to ja moge ci zrobić...
 - Nie. Nic mi nie jest. Wczoraj ani dziś nic się nie stało. To wszystko minęło. Albo nawet tego nie było.
 - Jak wolisz... Słuchaj jak pójde po Codiego to popilnujesz obiadu?
 - Ok.
 - Aha. Jeszcze jedno. Jak pójde po Codiego to zostane tam z pół godzinki. Jak tata wróci to po mnie zadzwoń, ok? I jakby się coś działo, to też po mnie dzwoń.
 - Ok. Mogę zjeść płatki przed TV??
 - Możesz.
 - Dzięki.
   Zaczęłam pochłaniać, mimo że nie byłam głodna. Ale nie! Nie mogę się zagłodzić. Zjadłam moje płatki i poszłam zadzwonić po dziewczyny. Nawet nie pytałam mamy. I tak by mi pozwoliła przez moją sytuację.
 - Halo? - odebrała Kornelia.
 - Cześć skończyłyście lekcje??
 - Tak, a co?
 - Jesteś jeszcze z Caroline?
 - Tak. Czemu cie w szkole nie było?
 - Później wam powiem. Wbijacie do mnie dać mi lekcje??
 - Ohhh... Myślałam, że na impre. Ale ok. Zaraz będziemy. Pa.
 - No nara.
 - Mamo. Za chwile do mnie przyjdą Koreczek (Kornelia) i Lolcia (Caroline) dać mi lekcje.
 - Zgoda.
 - A kiedy idziesz po Codiego?
 - Za jakieś 2 godziny.
 - Aha. Ok. Idę do siebie.
 - Dobrze, pa.
   Weszłam na twita, oto opis Justina ,,Smutek i rozczarowanie... Błagam wybacz mi'' Aha... - oto była moja odpowiedź w myślach. Nie będe ustawiała opisu. Bo po co? Weszłam na FB, tam JB ma ten sam opis. To mu nic nie da. Weszłam na NK. O! 2 nowe wiadomości! Hmmm... Zaproszenie do gry i ... zaprosznie do znajomych.. Ale kto to jest KiDrAuHl1394. Chwila... Data urodzenia JB :1.3.94r. Kurde i jeszcze to jego nazwa. To on... A co mi tam. Akceptuj. KiDrAuHl1394 dostępny. Nie mam ochoty z nim gadać. Wylogowałam się i zobaczyłam na mojego ulubionego bloga o rybach... Hmmm... Co tu się nowego działo... Nowa akcja przeciw łowieniu ryb... Hmmm... Dołącz do akcji... Co jeszcze...3 nowi użytkownicy: ZłotaRybciaaA123, BańkaBańkaLOL i kufa! KiDrAuHl1394. No ja piernicze! Ciekawe kto się dołączył do mojej akcji ,,Ratujmy rybki!'' Chodzi w niej o to, żeby mniej było zanieczyszczeń w wodzie. O! 5 nowych użytkowników... Bojowniczek001, Złotka71, HankaRybolek1, TwojaŻaróweczkaNR1 i ja piernicze KiDrAuHl1394. Dobra. Spoko. Przynajmniej uratujemy więcej rybek. Nie? Ding, dong! z zamyśleń obudził mnie dźwięk dzwonka. To zapewne dziewczyny... Tak to były one. Błagam żby tylko mnie nie zaczęły pocieszać. Brrr...
 - Siemka! - krzyknęła jak zawsze uradowana Koreczek XD.
 - Cześć. - krzyknęłam już troche spokojniej Lolcia.
 - Cześć baby. Chodźmy do pokoju. - powiedziałam prosto. Kurde, dziwne jest niewyrażanie uczuć.... To takie nowe uczucie jak dla mnie... Dziewczyny dały mi lekcje i zaczęłyśmy gadać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz