- Katie, pobudka! - usłyszałam głos mamy z dołu.
- Już wstaję!
Obudziłam się i jak co rano popatrzyłam na plakaty Justina Biebera w moim pokoju, codzień patrzyłam na nie z miłością, dziś z lekkim obrzydzeniem ,,No nic, może się źle czuję'' pomyślałam. Poszłam wziąć prysznic, wymyłam żeby, ubrałam na siebie czarne leginsy, szarą tunikę z krótkim rękawem i fioletowe błyszczące bolerko.
- Co na śniadanie? - zapytałam.
- Przepraszam. Dzisiaj nie zdążyłam wam zrobić śniadania. Za późno się obudziłam. Zrób sobie i bratu śniadanie i odprowadź go do szkoły, o opiekunka zachorowała. Muszę już jechać do pracy. Papa! - powiedziała. - Nie zapomnij obudzić brata! - dodała na odchodne.
- Taa... Pa. - zamruczałam sobie pod nosem. Przygotowałam na śniadanie zimne mleko z platkami kukurydzianymi. Przyszedł mój brat, Cody.
- Ej! Gdzie mama i gdzie są moje płatki czekoladowe?! - zapytał oburzony.
- Mama w pracy, a płatki są tylko kukurydziane. I tak już jesteś za gruby!
- To zrobię głodówke!
- A proszę! Nikt ci nie broni! I tak pękniesz... - powiedziałam po czym zaczęłam jeść. Nie mlaskałam ani nie zachwycałam się jedzeniem, nie miałam siły droczyć sie z moim bratem. - Zjedz to proszę. Nie mam dziś siły do niczego.
- A mleko mogę posłodzić cukrem?
- Nooo...
Po śniadaniu Cody poszedł się przygotować do szkoły, a ja mu robiłam śniadanie.
- Cody! Rusz się, bo się zpóźnimy!
- Ideee!
Dziś ubrałam cienki płaszczyk wiosenny i ładne półbucikiXD Całą drogę do szkoły szliśmy w ciszy. Jego szkoła była po drodze do mojej.
- To nara. - rzucił szybko.
- No narka.
Gdy dochodziłam do szkoły czekała tam na mnie Caroline i Kornelia. A po drugiej stronie wejścia puszczał mi oczko Justin z kolegami i gwizdali na mój widok. Nie zwracałam na to uwagi.
- Cześć! - krzyknęły do mnie.
- Siemka.
- No to co laska. Masz dzisiaj czas dla gwiazdorka...? - objął mnie od tyłu JB, normalnie bym powiedziała tak...
- Nie! Spadaj gnojku. - mina dziewczyn wyglądała tak: O_o?!?! WTF?!?! Odeszłam od niego, a dziewczyny za mną. Lekcje minęły dość nudno. Nie miałam dzisiaj siły uważać.
- Panno Katie. Co się stało, że taka pilna uczennica dziś nie uważa na lekcjach? <<<zapomniałam dodać, że jestem kujonem, ale fajnym, daję ściągać, ludzie lubią mnie też za charakter>>>
- Mmm... Sama nie wiem. Przepraszam. Już będe uważać.
- Mhmm... - nauczyciel dziwnie się na mnie popatrzył tak jak reszta klasy, ale po chwili zajęli się lekcją<<<co ja wygaduję tylko parę osób uważało na lekcji>>> Po chwili nauczyciel zobaczył jaka jestem blada.
- Kto mieszka najbliżej Katie?
- To ja proszę pana. Mieszkam obok niej. - powiedział JB.
- Dobrze. Justin jesteś dziś zwolniony z reszty lekcji. Idź z Katie do domu i się nią zaopiekuj dopóki nie przyjdą jej rodzice.
- Ok. - powiedział i zaczął mnie pakować. Wziął mój plecak na plecy, a mnie jakoś podniósł z krzesła. Zobaczył, że ledwo na nogach się trzymam, więc wziął mnie na ręce. Poszliśmy do mnie.
- Masz klucze?
- Mam. - powiedziałam ledwo żywa.
- Gdzie?
- W plecaku.
Otworzył drzwi i położył mnie na kanapie, włączył TV i poszedł do kuchni. Przyniósł mi z kuchni wodę, sok, 2 kanapki; jedna z serkiem białym i ze szczypiorkiem, a druga z serkiem żółtym i pomidorkiem.
- Do wyboru do koloru! - powiedział z miłym i opiekuńczym wyrazem twarzy. Chyba poraz pierwszy tak na mnie spojrzał odkąd uderzyła mu do głowy woda sodowa przez gwiazdorstwo.
- Dziękuje. - wymamrotałam tylko, bo nie miałam siły się z nim przedrzeźniać tak jak rano z bratem.
- Proszę... Nie wiesz kiedy wrócą twoi rodzice?
- Nie wiem...
- A brat?
- Po szkole idzie dziś do kolegi na noc dlatego wziął drugi plecak.
- A rodzice około której wrócą?
- Pewnie około 17, może 18.
- Ahha... - posłał mi cwaniacki uśmieszek i zaczął mnie całować i dobierać mi się do bluzki.
- Spadaj cioto... - kopnęłam go w krocze.
- Chyba należy mi się coś za pomoc.
- Jak tak to ma wyglądać to sama bym sobie poradziła... - i stała się ciemność...
Obudziłam się sama w domu, obok siedział Justin, który był blady jak ściana. Popatrzył na mnie swoimi cudnymi, brązowymi oczami.
- Ty żyjesz?!
- Nooo... Wiem. Niezbyt pocieszająca wiadomość. Ale nie martw się w domu jest dużo urządzeń zdolnych do zabicia.
- Nie! Ja tylko... No bo... Tobie serce nie biło...
- A gdzie sprawdzałeś bicie serca?
- No ten... Nie chciałem cie po cyckach macać. Więc ci sprawdzałem puls na szyi...
- W tym miejscu (pokazał mi na gardło).
- Ty idioto to się sprawdza tu... (pokazałam mu odpowiednie miejsce). - zbliżyliśmy sie do siebie no i oczywiście pokazowy koniec rozdziału. BUZIAK!
- Co wy tu robicie!? - krzyknęła mama. CDN...
Hehe! Niezły moment sobie wybrałam, co nie ?XD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz