wtorek, 17 stycznia 2012

4. Wspaniały początek...

***oczami Katie***
   Posiedzieliśmy jeszcze chwile, a potem Justin powiedział, że musi iść. Na odchodne powiedział mi: ,,Słowa, które zaraz powiem nie mówie byle komu... Kocham cię'' - po czym dał mi buziaka i poszedł.
 - On się chyba na serio zmienił... - szepnęłam sama do siebie.
 - Mogę wejść kotku? - mama.
 - Niom wchodź.
 - Jak się czujesz?
 - Już lepiej. A gdzie tata?
 - Nie mogą narazie 2 osoby naraz wchodzić. Tata będzie po mnie. - posłała mi uśmieszek.
 - Aha.
 - Jak tamci sie układa z Justinem?
 - Mamoo...
 - Przepraszam, przepraszam...
   Posiedziałyśmy chwile, potem tata przyszedł. I tak spędziłam kolejne 2 dni w szpitalu... Hmmm... Dziś ze mną wszyscy wyjątkowo długo siedzieli. Lekarz mi zmienił kroplówke i usnęłam...
   Obudziłam się. Siedzieli przy mnie ; Caroline, Kornelia, mama, tata i Chris.
 - Katie!!! - krzyknęli, gdy otworzyłam oczy.
 - Cześć... Gdzie Justin?
 - Nie mógł niestety przyjść... - powiedział smutno i nerwowo Chris.
 - Jak się czujesz? - zapytał tata.
 - A co się stało, że was wszystkich wpuścili?
 - Jesteś 2 dni po operacji. Później będą badania, czy nie masz czegoś uszkodzonego, ale na pierwszy rzut oka jest ok. - tłumaczyli mi na zmiane.
 - Chwila! Czemu ja nic nie wiedziałam o operacji??
 - Bo nerwy z tym związane mogły poprowadzić do utrudnienia operacji.
 - A czemu 2 dni?
 - Tyle leżałaś w śpiączce.
 - Aha...
 - Posiedzieliśmy tak jeszcze chwilke i został tylko Chris, bo go poprosiłam.
 - Chris... Wiesz coś o czym ja nie wiem? Chodzi o Justina... W trakcie rozmowy byłeś podenerwowany i speszony.
 - Katie. Justin miał wypadek...
 - Co?
 - Staranowały go fanki.
 - Nic mu nie jest?
 - Nie. Jak narazie jest ok. Jest bardzo poobijany, nie stwierdzono u niego narazie wstrząsu mózgu.
 - Narazie?
 - No tak. Lekarz powiedział, że takie coś się ujawnia dopiero parę dni później.
 - Gdzie on jest?
 - W sali nr 45.
 - Czyli obok mnie!!! Ja mam 46! Ide do niego.
 - Czekaj. Poprosze lekarza, żeby ci odczepił te wszystkie urządzenia.
 - Ok. Dzięki i szybko.
   Lekarz mnie odczepił od tego dziadostwa i poszłam do Justina.
 - Katie! Jak miło cie widzieć.
 - Mi ciebie też. - przytuliłam go.
   Pogadaliśmy i poszłam do siebie.
Po paru dniach wyszliśmy (ja i JB) ze szpitala. Niby wszystko zapowiadało się dobrze. Dogadywaliśmy się z Justinem. Zaczęło między nami nawet iskrzyć. Aż do pewnego dnia...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz