***oczami Katie***
Posiedzieliśmy jeszcze chwile, a potem Justin powiedział, że musi iść. Na odchodne powiedział mi: ,,Słowa, które zaraz powiem nie mówie byle komu... Kocham cię'' - po czym dał mi buziaka i poszedł.
- On się chyba na serio zmienił... - szepnęłam sama do siebie.
- Mogę wejść kotku? - mama.
- Niom wchodź.
- Jak się czujesz?
- Już lepiej. A gdzie tata?
- Nie mogą narazie 2 osoby naraz wchodzić. Tata będzie po mnie. - posłała mi uśmieszek.
- Aha.
- Jak tamci sie układa z Justinem?
- Mamoo...
- Przepraszam, przepraszam...
Posiedziałyśmy chwile, potem tata przyszedł. I tak spędziłam kolejne 2 dni w szpitalu... Hmmm... Dziś ze mną wszyscy wyjątkowo długo siedzieli. Lekarz mi zmienił kroplówke i usnęłam...
Obudziłam się. Siedzieli przy mnie ; Caroline, Kornelia, mama, tata i Chris.
- Katie!!! - krzyknęli, gdy otworzyłam oczy.
- Cześć... Gdzie Justin?
- Nie mógł niestety przyjść... - powiedział smutno i nerwowo Chris.
- Jak się czujesz? - zapytał tata.
- A co się stało, że was wszystkich wpuścili?
- Jesteś 2 dni po operacji. Później będą badania, czy nie masz czegoś uszkodzonego, ale na pierwszy rzut oka jest ok. - tłumaczyli mi na zmiane.
- Chwila! Czemu ja nic nie wiedziałam o operacji??
- Bo nerwy z tym związane mogły poprowadzić do utrudnienia operacji.
- A czemu 2 dni?
- Tyle leżałaś w śpiączce.
- Aha...
- Posiedzieliśmy tak jeszcze chwilke i został tylko Chris, bo go poprosiłam.
- Chris... Wiesz coś o czym ja nie wiem? Chodzi o Justina... W trakcie rozmowy byłeś podenerwowany i speszony.
- Katie. Justin miał wypadek...
- Co?
- Staranowały go fanki.
- Nic mu nie jest?
- Nie. Jak narazie jest ok. Jest bardzo poobijany, nie stwierdzono u niego narazie wstrząsu mózgu.
- Narazie?
- No tak. Lekarz powiedział, że takie coś się ujawnia dopiero parę dni później.
- Gdzie on jest?
- W sali nr 45.
- Czyli obok mnie!!! Ja mam 46! Ide do niego.
- Czekaj. Poprosze lekarza, żeby ci odczepił te wszystkie urządzenia.
- Ok. Dzięki i szybko.
Lekarz mnie odczepił od tego dziadostwa i poszłam do Justina.
- Katie! Jak miło cie widzieć.
- Mi ciebie też. - przytuliłam go.
Pogadaliśmy i poszłam do siebie.
Po paru dniach wyszliśmy (ja i JB) ze szpitala. Niby wszystko zapowiadało się dobrze. Dogadywaliśmy się z Justinem. Zaczęło między nami nawet iskrzyć. Aż do pewnego dnia...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz