środa, 11 stycznia 2012

2. Znowu obrót spraw...

 - Co wy tu robicie!? - krzyknęła mama.
 - Mamo! Miałaś wrócić z tatą.
 - Mój kolega miał mały wypadek przy pracy i dla bezpieczeństwa odesłali wszystkich do domów. A wy? Czemu nie w szkole?
 - No bo się słabo poczułam i nauczyciel kazał Justnowi mnie przyprowadzić do domu. Zaopiekował się mną, ja zemdlałam i ... dalej nie pamiętam...
 - Sprawdzałem jej puls i jej serce nie biło, ale jak się obudziła to powiedziała, że w złym miejscu sprawdzałem no i... Katie dokończ. To twoja mama...
 - Tchórz... No i jakoś tak wyszło i ty wróciłaś...
 - Dobra, dobra. Mniej więcej rozumiem. Nie ważne. Zapomnijmy o tym. Katie chodź zmierzę ci temperaturę, a Justin jak chcesz to włącz telewizor, a ja zaraz wam przygotuje obiad.
   Mama mi zmierzyła temperaturę, sprawdziła inne takie tam... <<<była na 3 roku studiów medycznych, ale zrezygnowała>>>
 - Hmmm... Jesteś odwodniona. Jak nie chcesz jechać do szpitala, to pij duuużooo.
 - Ale później będe chodziła co chwile do toalety!
 - Trudno! Szpital czy toaleta?
 - Toaleta...
 - No to masz. - podała mi szklankę wody ze studni. Gdy wypiłam podała mi kolejną, i jeszcze jedną. Potem dała mi herbatkę, potem drugą herbatkę. I jeszcze sok. - No chyba narazie powinno wystarczyć. - popatrzyłam na rozbawioną mine Justina.
 - A ciebie co tak jara? - zapytałam ze wściekłością, nie to nie była wściekłość. To było takie dziwne uczucie... Dawno zapomnianej przyjaźni... Kurde! Co ja pieprze! - Bawi cię to?? To masz! - ostawiłam przed nim 3 szklanki; sok, woda ze studni i inny sok. - Powodzenia. Masz to wypić! 3... 2... 1... START! - jak na zawołanie zaczął pić. Z 3 szklanką już mu tak łatwo nie było.
 - Dobra... wygrałem.
 - O nie, nie. Ja wypiłam 6 szklanek, a ty dopiero 3. - postawiłam mu 1 szkalnkę z herbatą. - No dalej... - ledwo wypił 4. Zaczął 5 szkalnkę z sokiem. Jest w połowie.
 - Ehh... No dobra, a jak powiem, że się poddaje i, że wygrałaś to dasz mi spokój??
 - No ok.
 - To super, gdzie masz toalete??
 - Najpierw się przyznaj!
 - Najpierw toaleta!
 - Najpierw się przyznaj!
 - Najpierw toaleta! - posłałam mu cwaniacki uśmieszek i puściłam wodę z kranu i przelewałam z szklanki do szklanki wodę. - No dobra! Poddaję się! Wygrałaś! Gdzie jest kibelek?!
 - Tam. - pokazałam mu odpowiednią strone. Po chwili usłyszałam ciche ,,aaahhh'' XD!
 - OMG?! Co on tam robi? - szepnęłam sama do siebie. Po chwili wyszedł Justin. - Coś ty tam robił chłopie?
 - A jak myślisz? - objął mnie rękoma w pasie.
 - Umyłeś chociaż ręce?
 - Yyyy... Poczekaj. - wyrwałam się od niego.
 - Czyli jednak nie...
 - Nie! To nie to! Zostawiłem tam komórke! Aaa tam co ja będe kłamał! Zaraz wracam.
 - Taka gwiazdka, a podstaw higieny nie zna...
 - Słyszałem!
 - I dobrze.
 - To też słyszałem!
 - Wiem! Cieszy mnie to!
   Wyszedł z łazienki.
 - To co robimy? - zapytał.
 - A nie wracasz do domu? Masz 5 i pół metra do domu. Dosłownie! Liczyłam kiedyś.
 - Ooo... Mrrr...
 - Chyba raczej grrr... To pa! - zaczęłam iść na góre, popatrzyłam za nim. Stał i robił oczy kota w butach ze Shreka. - Ohh... No dobra chodź do mnie. - wyszczerzył całe białe uzębienie i poszedł za mną.
 - Fajny pokoik!
 - Wiem - uśmiechnęłam się uroczo i zadziornie. Wyszczerzył zęby i zbliżył się do mnie. - Ej! Chcesz żeby było tak jak przed chwilą  z moją mamą?
 - Szczerze... Nie obchodzi mnie to. - zaczął mnie całować.
 - NIE! Znam cie! Ty się mną pobawisz i mnie zostawisz dla jakiejś innej. Pa.
 - Ale...
 - Pa!
 - Będziesz jutro w szkole?
 - Zobaczymy. PA!
 - Ok. Pa złotko.
 - Spierdalaj dziadu... - powiedziałam wkurzona nie na żarty. Byłam zmęczona. Chociaż była dopiero 18. Poszłam do łazienki, wykąpałam się, umyłam włosy i poszłam spać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz