- Co wy tu robicie!? - krzyknęła mama.
- Mamo! Miałaś wrócić z tatą.
- Mój kolega miał mały wypadek przy pracy i dla bezpieczeństwa odesłali wszystkich do domów. A wy? Czemu nie w szkole?
- No bo się słabo poczułam i nauczyciel kazał Justnowi mnie przyprowadzić do domu. Zaopiekował się mną, ja zemdlałam i ... dalej nie pamiętam...
- Sprawdzałem jej puls i jej serce nie biło, ale jak się obudziła to powiedziała, że w złym miejscu sprawdzałem no i... Katie dokończ. To twoja mama...
- Tchórz... No i jakoś tak wyszło i ty wróciłaś...
- Dobra, dobra. Mniej więcej rozumiem. Nie ważne. Zapomnijmy o tym. Katie chodź zmierzę ci temperaturę, a Justin jak chcesz to włącz telewizor, a ja zaraz wam przygotuje obiad.
Mama mi zmierzyła temperaturę, sprawdziła inne takie tam... <<<była na 3 roku studiów medycznych, ale zrezygnowała>>>
- Hmmm... Jesteś odwodniona. Jak nie chcesz jechać do szpitala, to pij duuużooo.
- Ale później będe chodziła co chwile do toalety!
- Trudno! Szpital czy toaleta?
- Toaleta...
- No to masz. - podała mi szklankę wody ze studni. Gdy wypiłam podała mi kolejną, i jeszcze jedną. Potem dała mi herbatkę, potem drugą herbatkę. I jeszcze sok. - No chyba narazie powinno wystarczyć. - popatrzyłam na rozbawioną mine Justina.
- A ciebie co tak jara? - zapytałam ze wściekłością, nie to nie była wściekłość. To było takie dziwne uczucie... Dawno zapomnianej przyjaźni... Kurde! Co ja pieprze! - Bawi cię to?? To masz! - ostawiłam przed nim 3 szklanki; sok, woda ze studni i inny sok. - Powodzenia. Masz to wypić! 3... 2... 1... START! - jak na zawołanie zaczął pić. Z 3 szklanką już mu tak łatwo nie było.
- Dobra... wygrałem.
- O nie, nie. Ja wypiłam 6 szklanek, a ty dopiero 3. - postawiłam mu 1 szkalnkę z herbatą. - No dalej... - ledwo wypił 4. Zaczął 5 szkalnkę z sokiem. Jest w połowie.
- Ehh... No dobra, a jak powiem, że się poddaje i, że wygrałaś to dasz mi spokój??
- No ok.
- To super, gdzie masz toalete??
- Najpierw się przyznaj!
- Najpierw toaleta!
- Najpierw się przyznaj!
- Najpierw toaleta! - posłałam mu cwaniacki uśmieszek i puściłam wodę z kranu i przelewałam z szklanki do szklanki wodę. - No dobra! Poddaję się! Wygrałaś! Gdzie jest kibelek?!
- Tam. - pokazałam mu odpowiednią strone. Po chwili usłyszałam ciche ,,aaahhh'' XD!
- OMG?! Co on tam robi? - szepnęłam sama do siebie. Po chwili wyszedł Justin. - Coś ty tam robił chłopie?
- A jak myślisz? - objął mnie rękoma w pasie.
- Umyłeś chociaż ręce?
- Yyyy... Poczekaj. - wyrwałam się od niego.
- Czyli jednak nie...
- Nie! To nie to! Zostawiłem tam komórke! Aaa tam co ja będe kłamał! Zaraz wracam.
- Taka gwiazdka, a podstaw higieny nie zna...
- Słyszałem!
- I dobrze.
- To też słyszałem!
- Wiem! Cieszy mnie to!
Wyszedł z łazienki.
- To co robimy? - zapytał.
- A nie wracasz do domu? Masz 5 i pół metra do domu. Dosłownie! Liczyłam kiedyś.
- Ooo... Mrrr...
- Chyba raczej grrr... To pa! - zaczęłam iść na góre, popatrzyłam za nim. Stał i robił oczy kota w butach ze Shreka. - Ohh... No dobra chodź do mnie. - wyszczerzył całe białe uzębienie i poszedł za mną.
- Fajny pokoik!
- Wiem - uśmiechnęłam się uroczo i zadziornie. Wyszczerzył zęby i zbliżył się do mnie. - Ej! Chcesz żeby było tak jak przed chwilą z moją mamą?
- Szczerze... Nie obchodzi mnie to. - zaczął mnie całować.
- NIE! Znam cie! Ty się mną pobawisz i mnie zostawisz dla jakiejś innej. Pa.
- Ale...
- Pa!
- Będziesz jutro w szkole?
- Zobaczymy. PA!
- Ok. Pa złotko.
- Spierdalaj dziadu... - powiedziałam wkurzona nie na żarty. Byłam zmęczona. Chociaż była dopiero 18. Poszłam do łazienki, wykąpałam się, umyłam włosy i poszłam spać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz